ROZDZIAŁ 1
*Oczami Messiego*
Otworzyłem bezwładnie oczy. Ktoś mnie szturchał. Jak codziennie rano była to moja ukochana Antonella.
Uśmiechnąłem się do niej.
A-Kochanie wstawaj, jest już 11;00. A ty o 13 musisz iść na trening. - wstała z łóżka, ale ja pociągnąłem ją za rękę i spadła swoim ciałem na mnie.
M-Nie wiem co bym bez ciebie zrobił. - pocałowałem ją, delikatnie w usta.
Spojrzała na mnie, zawstydzona. Nie wiem dlaczego kobiety wstydzą się nawet przed własnymi mężami, ich logika.
Jak moja ukochana wyszła z pokoju, poszedłem do łazienki się trochę ogarnąć. Ubrałem się na trening,ułożyłem włosy,umyłem zęby i wyszedłem.
Akurat przechodziłem koło pokoju mojego synka, więc zajrzałem. Ale tam go nie było, na pewno jest na dale i żona go karmi. Zszedłem szybko po schodach do kuchni. Ale tam też nie było mojego małego Messiego, była tylko Antonella.
A- Masz już śniadanie naszykowane. - uśmiechnęła się i wróciła do smażenia naleśników.
M- A mam pytanko takie małe, gdzie podział się nasz synek. - oparłem się o blat, koło żony.
A- Bawi się z twoją siostrą. -pokazała palcem na salon.
M- Nie możliwe wstała szybciej niż ja, jakiś cud boski. I jeszcze bawi się z moim synkiem. - zaśmiałem się.
A- Ej nie bądź wredny, poprosiłam ją. Marudziła, ale w końcu się zgodziła. Twój syn też ją poprosił. - dała mi przed nos łyżkę.
M- Idę zobaczyć. - zaśmiałem się. - A dzisiaj jemy w restauracji, nie będziesz się męczyć cały czas przy garach..
Wysłała mi buziaczka, ja puściłem do niej oczko wychodząc z kuchni.
Oparłem się o ścianę i patrzyłem jak moja kochana siostra bawi się z Thiago. Wyglądali tak przesłodko.
Aż nie mogłem powstrzymać szczerego dużego uśmiechu. Pierwszy raz ich razem widzę.
Miała 6 lat jak nasi rodzice zginęli. Ja miałem 15 lat, zamieszkaliśmy u cioci i moich kuzynów. Oni grali w piłkę to zawsze do nich się przy łaczałem, i stąd ta miłość do piłki.
T- Tata. - powiedział podnosząc się i przydreptał do mnie.
Wziąłem go na rączki i pocałowałem w policzek.
M- Bawisz się z ciocią.
T- Tak, ciocia jest fajna ciągle się uśmiechała do mnie, a zawsze chodzi taka smutna. - pokazał smutną minkę.
Uszczypnąłem delikatnie jego policzek. Nagle zauważyłem że moja siostra wstaje z podłogi i chciała wyjść z salonu i iść do pokoju.
M- A ty gdzie idziesz. - spytałem nagle.
To-No wiesz przyszedłeś już więc ja se mogę iść. - wysłała mi sztuczny uśmiech, jak zwykle.
M- O której wczoraj przyszłaś. - postawiłem Thiago na nóżki. - Idź się pobaw tatuś zaraz przyjdzie. - od wróciłem się do niej.
Grzeszyła urodą, nie wiem po kim ma takie zachowanie. Na pewno nie po mnie. Ciocia próbowałą wszystko żeby ją jakoś zmienić ale nie dała rady teraz odkąd mam 18 spoczywa na mnie ale próbowałem i zrezygnowałem. Może to chwilowe.
To-Wróciłam o 1;00. Cieszysz się, w końcu twoja siostrzyczka wróciła wcześniej niż zawsze.
M- Dzisiaj idziesz ze mną na trening. Kapujesz. - pokazałem ostrzegawczym znak palcem.
To- Co byłam tydzień temu. - wzruszyła rękami zrezygnowana.
M- No to co. Bez gadania idziesz i koniec zajmiesz się Thiago z Casilsą. Bo koleżankę na pewno weźmiesz. - od wróciłem się i poszedłem do synka.
*Oczami Toni *
Jak ja go nie cierpię.
Po co ja mu zawsze na treningach, nie rozumiem go. Koleguje i gadam se z jego kumplami. No ale bez jaj codziennie na treningi i patrzeć jak biegają. Chociaż jak był ktoś tam przystojny, ale klaty to oni wszyscy mają boskie. Zaśmiałam się na samą myśl.
Leżąc na swoim wyrku w pokoju. Wzięłam telefon i zaczęłam szukać numeru mojej koleżanki. Mieszkała obok ale ja nie byłam nie ubrana itp. Więc postanowiłam zadzwonić. Nie wiem jak ona to robi że wraca o 6;00 a wstaje o 11;00. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.Po chwili odebrała.
C-Halo. - powiedziała rozweselona.
To- Mogę się domyślić że jesteś z jakimś fagasem. - zaśmiałam.
C- A wiesz jaki dobry w te klocki jest.
To-Dobra bez komentarza, idziesz ze mną na trening no nie. - powiedziałam z nadzieją.
C- Jasne znów te klaty ooo . - rozmyśliła się.
To- Ogar. Za godzinę koło auta. - i się rozłączyłam nie czekając na odpowiedź.
Wstałam z łóżka, i ruszyłam do swojej łazienki. Każdy miał osobną łazienkę nawet młody Messi.
Wróciłam się po ciuchy do szafy. I znów ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam prysznic.
Codziennie na trening. On mnie wykończy. Mam nadzieję że dzisiaj se pokopie piłkę z młodym. Dziwnie się czuję jak on mówi na mnie ciocia to tak staro brzmi.
Wyszłam spod prysznica. Wytarłam mokre ciało ręcznikiem, rozczesałam mokre włosy wysuszyłam je. Nagle usłyszałam walenie do drzwi od łazienki.
To-Czego.- krzyknęłam wyłączając na chwilę suszarkę.
A- Mogę wejść. - spytała.
To- Okey poczekaj. - zarzuciłam na siebie ręcznik i znów zaczęłam suszyć włosy.- Wchodź.
Lubiłam żonę brata. Wyrozumiała, przyjemna, kochana czuję się jak by była moją mamą. Ale stara to ona nie jest.
A- Masz jakieś pranie. - miała miskę pełną ubrań.
To - Mam. - prostowałam włosy.
A- Dasz ciuchy.
To - Ej ja jestem duża i sama wypiorę se ciuchy tylko później. - puściłam jej oczko.
A- Okey. - uśmiechnęła się i wyszła.
Ona wystarczająco już usługuję mi, bratu i młodemu. Robi śniadanie,obiad i kolacje. Sprząta, pierze. Czasem jej pomogę posprzątać i coś ugotować. Ale brat o tym nie wie, bo pomyśli że coś knuje za jego plecami. Ale za to Antonella mi pomaga się ukryć czasem przed bratem. Noi czasem pieniążki. Nic nie jest w tych czasach za darmo.
Zamknęłam drzwi i zaczęłam się ubierać. Tylko zostało mi się trochę pomalować.
Nagle znów ktoś zaczął walić w drzwi.
To- Czego. - powiedziałam wkurzona.
M- Wychodź bo przez ciebie się spóźnię. - powiedział zdenerwowany.
To- Już. - otworzyłam drzwi i powolnym ruchem wychodziłam z pokoju.
M- Jak będziesz tak machać dupą, to ktoś w końcu cię porwie i zgwałci. - zaśmiał się i ruszył szybciej przede mnie.
To- Ale te twoje żarty są zabawne no po prostu rzygać się chce. - zaszłam teraz szybszym krokiem ze schodów.
Wzięłam torebkę, młodego i jego torebkę z piciem, jedzeniem i jak coś z ciuchami na przebranie.
I żegnając się z żoną mojego braciszka, wyszłam z domu.
Podałam torbę młodego jego ojcu, który schował ją do bagażnika. Zostało nam czekać na Casilse.
Za ten czas wsadziłam Thiago do siadełka zapięłam i wsiadłam do auta.Po mnie mi braciszek na miejsce kierowcy a ja z tyłu z maluchem.
Wyjechał przed dom mojej przyjaciółki. Ona wyszła z jakimś przystojniakiem, pocałowała go na pożegnanie i siadła z tyłu koło siadełka tylko że z drugiej strony.
M- Jak widzę to ty jak zwykle nie tracisz czasu. - ruszył przed siebie i zaśmiał się.
C- A jak. - powiedziała pewna siebie.
To- Ty z nim chodzisz. - powiedziałam z szokowana.
C- Nom, ale długo to nie potrwa co najmniej z tydzień dobrego czystego seksu. Tylko w te klocki jest dobry. - powiedziała z rzędną miną.
M- A właśnie mamy nowego kolegę w składzie, który mieszka w tym domu. - pokazał na gigantyczny dom z prawej strony. -I błagam cię Koka, nie bierz się za niego to porządny chłopak okey.
C- No dobra.Landryna się za niego weźmie. - puściła oczko do mojego brata, który się uśmiechnął.
To- Ej ogarnij się, ja nie poszukuje chłopaka. - zagroziłam jej palcem.
C- A ładny chociaż. - spytała i wystawiła język z uśmiechem.
M- No wiesz nie gustuje w chłopakach, ale powiem że niczego sobie chłopak. - i zaparkował auto przed stadionem.
Odpięłam młodego i wysiedliśmy. Wzięłam jego torbę z bagażnika a Koka ruszyła z nim w stronę stadionu.
M- Czekajcie na stadionie, o i możesz wziąć to. - dał mi na ramię swoją treningową torbę, od razu pod jej ciężarem spadła na ziemię.
To- Co ty tam masz, cegły czy co.
M- Musimy popracować nad twoimi mięśniami. - wziął ode mnie torbę i poszedł w swoją stronę a ja w swoją.
Dogoniłam tą dwójkę, która już wchodziła na stadion. Koka droczyła się z młodym, a ja kroczyłam dalej. *20 minut później*
Będąc już na stadionie, kopaliśmy z młodym sobie piłkę. Mam szczęście że jego mama myśli nad wszystkim.
Usłyszałam krzyki, i lecące piosenki z głośnika. Wychodzili z szatni, zobaczyłam mojego brata i całą Fc Barcelonę. I jakiegoś nowego, który najwyraźniej się tutaj za klimatyzował. Nie zauważyłam jego twarzy bo był odwrócony do mnie plecami.
*Oczami Neymara*
Zaprzyjaźniłem się od razu ze wszystkimi zawodnikami, bardzo mili ludzie. I w końcu poznałem sławnego Messiego, bym chciał jeszcze poznać jego rodzinę. Wychodziliśmy z chłopakami z szatni słuchając z mojego głośnika muzyki i tańczyliśmy przy tym śmiejąc się. Trener kazał nam zrobić 15 kółek przez całe boisko.
M- Patrz tam jest moja siostra i mój syn. Noi jej koleżanka. - pokazał palcem w pewno miejsce.
Natychmiastowo położyłem głośnik w bezpiecznym miejscu i się od wróciłem. Inni już zaczęli biegać.
N-Wow.
Jedno słowo odpowiadające na wszystko, co posiada jego siostra. Urodą na pewno grzeszy, istny cud.
Messi poklepał mnie po plecach, i pokazał ręką żebym ruszył. Bo marnowaliśmy tylko czas. Jak przebiegliśmy koło jego siostry, na chwilę się zatrzymaliśmy.
*Oczami Toni*
Nagle usłyszałam głos Messiego, więc odwróciłam głowę i zobaczyłam przystojnego kolesia, czupryna na głowie. Był boski. Z zamyśleń wyrwała mnie Cas, szturchając mnie ręką.
N-Może powtórzę. Cześć, jestem Neymar. - rozłożył ręce do uścisku.
To- Hej Tonia, mówią do mnie Landryna lub Titi. - przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
Ale on ma mięśnie. Później przywitał się z moją bff ale jej uścisnął rękę. I opuścił nas z moim bratem.
Ja nadal patrzyłam na nich jak się oddalają. Nie wiem co się ze mną dzieję, jak bym doznała olśnienia.
C- Boski no nie.- położyła rękę na moim ramieniu.
To-Ta... co nie, normalny chłopak jak ci wszyscy. - przesunęłam się.
T-Ciociu czy ten pan zostanie moim wujkiem. - spytał podchodząc do mnie swoimi mały kroczkami.
Jak zwykle ta wariatka się chichotała.
To- A skąd ci to przyszło do głowy młody.- kucnęłam do niego jak już był koło mnie.
T- Bo się tak dziwnie patrzyłaś na tego pana, i miałaś taką dziwną mine. - powiedział, dając ręce do góry żeby go wziąć.
C- Wiesz ciocia się zakochała, to jest właśnie miłość młody. - poczochrała go po czuprynce.
T- A co oznacza to słowo.
C- Miłość to uczucie do drugiej osoby. W tedy czujemy coś dziwnego w brzuchu, serce nam bije jak oszalałe jak zobaczymy tą osobę. To takie coś jak ten pan by został twoim wujkiem to jest miłość.- zaśmiała się.
To- Weź się zamknij. I skąd ty wiesz co to miłość, jak jej nie doświadczyłaś. -pokazałam jej język.
T- A tatuś mi powiedział że miłość to przyjaźń, a przyjaźń to że dwie osoby się bardzo lubią i traktują się jak rodzeństwo chociaż nim nie są.
C- No twój tatuś ma racje, ale ja też mam. - puściła mu oczko.
T- Chcem takiego wujka . - pokazał palcem na niego biegnącego z messim w naszą stronę.
To- O nie weź idź z nim pokop. Bo zaraz zacznie coś gadać i to przy wszystkich piłkarzach. - oddałam Thiago, i natychmiastowo usiadłam na miejscu dla rezerwowych. Cas poszła z młodym się przejść po boisku a ja siedziałam i grzebałam coś w telefonie. Piłkarze zbliżali się w moim kierunku ze swoim trenerem .
Tre- Cześć Tonia. - uśmiechnął się do mnie jak zwykle.
To- Dzień dobry.
Tre - A wy co nie przy witacie się. - usiadł dalej ode mnie.
M-Wszyscy już się witali więc po co drugi raz szefie. - powiedział mój brat.
A ten Neymar ciągle się wygłupiał, za bardzo chyba miał w sobie energii. Moja energia dawno już wygasła, razem z moim rodzicami. Nie przychodzę na ich grób, po prostu boje się. Nie mam odwagi. Teraz tam chodzić, może kiedyś tam na górze rodzice mi wybaczą razem z Bogiem za to co robię. Mój brat stał się jeszcze bardziej wierzący a ja właśnie od wrotnie. Śnią mi się czasem po nocach i mówią do mnie żeby przestała się wygłupiać i wzięła życie na poważnie oraz inne rzeczy. Później jak wstaję to jestem po prostu przerażona. Z namysłu wyrwał mnie głos mojego brata.
M- Wszystko w porządku młoda. - kucnął na przeciwko mnie trzymając picie w ręku.
To- Ta a jak ma niby być. - spytała retorycznie.
M- NIe no nie wiem bo tak się zapatrzyłaś i nad czymś myślałaś. - napił się.
To - Ta widzisz jednak twoja siostra umie myśleć. A co cię to obchodzi nad czym myślałam patrz lepiej na siebie. - powiedziałam wkurzona.
*Oczami Neymara*
Pyskata ta jego siostra. Coś chyba nie tak z nią że drze się na niego bez powodu. Może coś się stało.
Messi wstał i wkurwiony rzucił butelką i podbiegał do nas. My jak zwykle robiliśmy kapki między sobą.
P- Stary wszystko Okey, bo jak widzę znów jej odbija. - poklepał go Pique.
M- No niestety znów.
Messi spojrzał na mnie i się uśmiechnął przyjaźnie.
P- A właśnie chłopaki zapraszam dzisiaj na imprezę do klubu. Mam nadzieję że wszyscy się pojawią. Messi twoja rodzinka jest mile widziana tak jak was wszystkich. - zaśmiał się i wrócił do robienia popek.
Ooo impreza zapowiada się ciekawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz